Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Krem prostujący Artego

Krem prostujący Artego

Witajcie :)

puszenie się włosów, problem z ich wykręcaniem się w różne strony już teraz nie musi nim być. Odkąd posiadam w swojej kosmetyczce ten produkt, mogę nawet iść spać z wilgotnymi włosami bez martwienia się, że rano wstanę z odgnieceniami. 



Mowa o produkcie marki Artego styling tools, sliding smooth. Jest to krem wygładzający, prostujący. Zapobiega puszeniu się włosów i sprawia, że są one proste. Można go stosować na mokro, przy użyciu suszarki lub na suche włosy za pomocą prostownicy. Jednak ja stosuję go na wilgotne włosy i pozostawiam włosy do wyschnięcia samym sobie. 



Pojemność to 100 ml. Produkt kupiłam na allegro za ok 36 zł. Artego to włoska firma, której produkty są naprawdę dobrej jakości. 




Krem ma w miarę gęstą konsystencję, kolor zielonkawy i pachnie niczym zielone jabłuszko. Zapach jest bardzo przyjemny, ale nie utrzymuje się na włosach. Do włosów prostych, lekko falowanych wystarczy jedna doza produktu. Należy ją rozprowadzić na włosach, wmasować i można stylizować. Tak jak pisałam wyżej, mój sposób to wmasowanie tego kremu w jeszcze wilgotne ale nie mokre włosy, pozostawienie do wyschnięcia. Rano nie mam żadnych odgnieceń ani fal. Włosy są proste jak po użyciu prostownicy, miłe i gładkie w dotyku. 
Przy użyciu suszarki ten efekt jest natychmiastowy. Wystarczy suszyć i rozczesywać włosy za pomocą szczotki, a na koniec możemy cieszyć się pięknymi, prostymi, gładkimi włosami. 





Dzięki temu, że wystarczy niewielka ilość produktu jest on wydajny. Jednak ile produktu już zużyłam nie jest w stanie stwierdzić bo nie widzę tego przez opakowanie, jedynie przez wagę mogę powiedzieć, że na pewno niewiele. 

Miałyście ten produkt? Jak u Was się sprawował? A może macie swoje ulubione produkty wygładzające/prostujące? 

Pozdrawiam
Lena

Pod lupą vol.2 bazy pod cienie

Pod lupą vol.2 bazy pod cienie

Witajcie :)


po pierwsze to już listopad, zaraz będzie grudzień i zima, zima... Po drugie to niedługo mój blog kończy 4 lata!! Aż nie wierzę w to, że ten czas tak szybko mija. A po trzecie mam dla Was porównanie kilku baz pod cienie. Takie porównanie już pojawiło się na moim blogu, natomiast było to 3 lata temu i postanowiłam odświeżyć tę rzecz, te informacje. 

Bazy jakie wybrałam to te produkty, które są głównym tego przeznaczeniem. Nie brałam pod uwagę innych produktów jak korektory czy kamuflaże. O tym powstanie osobny post. 
Cztery bazy wzięłam pod lupę, Zoeva, Artdeco, KIKO i Wibo .


Jak widzicie samo opakowanie już jest pierwszą różnicą. Bazy KIKO i Zoeva są umieszczone w tubce, która ma w sobie też dużo powietrza więc się nie zdziwcie jeśli nagle dostaniecie tubkę, która może wyglądać na używaną bo nie jest :) Tak właśnie one są pakowane. Natomiast opakowania baz Wibo i Artdeco to słoiczki, typowe zakręcane, z który produkt trzeba, brzydko mówiąc, wygrzebać palcem. Co niestety nie jest zbyt higieniczne. Można zamiast palcem oczywiście użyć do tego patyczka kosmetycznego.  



Zdecydowanie bardziej wolę wersję w tubce, wyciskamy odpowiednią ilość produktu i nie musimy się martwić o to czy za dużo, czy za mało, a że coś nam wejdzie pod paznokieć itp. Tutaj nie ma tego problemu.  




Konsystencje tych baz także się różnią. Przede wszystkim baza z Artdeco posiada w sobie drobinki, na tej bazie lepiej się trzymają i wyglądają cienie błyszczące, perłowe, satynowe, brokatowe niż matowe. Baza jest lepka, trzeba chwilkę poczekać aby nałożyć cienie, a najlepiej najpierw cień bazowy czyli zwykły beżowy cień bo można zrobić sobie plamy jeśli za szybko zaczniemy nakładać cienie i je rozcierać. Koszt to ok 24 zł. Pojemność 5 ml. Dostępna w Douglas, online. 

Baza z Wibo, która jest satynowa, ma w sobie mniejsze drobinki niż baza Artdeco. Całkiem fajna baza na co dzień, jeśli chcemy aby te cienie jako tako się trzymały. Cienie się trzymają dość przyzwoicie,  tak do 4-6  godzin, zależy od cieni, jaki makijaż wykonujemy, ale na co dzień jest bardzo fajna. Na większe imprezy nie polecałabym (dla osób z tłustą powieką). 
Koszt ok 10 zł. Pojemność  4g. 

Baza z Zoevy nie zawiodła mnie na moim własnym ślubie a malowałam się sama. Użyłam tej bazy, która jest matowa, kolorem przypomina korektor i też ładnie delikatnie przykrywa ewentualne żyłki czy zasinienia. Wybrałam matową bazę ale jest też w ofercie baza perłowa stworzona właśnie pod perłowe cienie. Biorąc pod uwagę to jakich cieni najczęściej używamy na taką bazę powinnyśmy się zdecydować. Wybrałam więc matową bo planowałam matowy makijaż. I trzymał się porządne 10 godzin. Także tę bazę mogę śmiało polecić, ale jest ona dość ciężko dostępna w Polsce, jedynie w sklepach online, z resztą w Niemczech także tylko online. 
Koszt to 6.80 euro. Pojemność 7,5 ml. Dostępna na stronie Zoevy lub innych drogeriach internetowych posiadających tę markę w swojej ofercie. 

Baza z KIKO to propozycja od jednej z osób śledzących mnie na instagramie. Dziękuję Ci Paulino, za tę propozycję! Ta baza to taka alternatywa dla bazy z Zoevy, ponieważ teraz salony KIKO są dostępne w Polsce więc spokojnie będziecie mogły po nią sięgnąć. 
Koszt to 6,90 euro. Pojemność 10 ml. Czyli dostajemy więcej tej bazy od bazy z Zoevy. Ta baza trzyam wszystko w ryzach do końca imprezy, dnia pracy. Na mojej tłustej powiece zrobiła ona dosłownie rewolucję, gdyż do tej pory uważałam bazę z Zoevy za najlepszą. Teraz one dwie należą do najlepszych, matowych baz pod matowe cienie i nie tylko. KIKO posiada także wersję perłową. 

Jeśli chodzi o wybijanie koloru cieni to wszystkie bazy robią to bardzo podobnie. Z tym, że zawsze musimy brać pod uwagę jaką bazę pod jakie cienie stosujemy, Bazy perłowe będą lepiej wybijać cienie  perłowe, satynowe i brokatowe. Natomiast bazy matowe będą lepiej się sprawdzać pod cienie matowe. Powyżej macie zestawienie jak się sprawdzają dane bazy. Sam zielonkawy cień bez bazy wychodził tak marnie, że szkoda mi było go tutaj wstawiać. Natomiast z bazą jakąkolwiek zyskuje od razu na jakości. Cień jest satynowy, marki KOBO. 

Mam nadzieję, że wyczerpałam ten temat wystarczająco. Żadna z baz nie uczuliła mnie, ani nie wywołała niepożądanych efektów. 

Pamiętajcie o doborze baz pod cienie i tym się kierujcie. A może Wy macie swoje ulubione bazy, których akurat tutaj nie wymieniłam? 

Pozdrawiam
Lena




                     
Bioliq krem nawilżający pod oczy

Bioliq krem nawilżający pod oczy

Witajcie :)

wiele kobiet szuka tego jedynego, wyjątkowego, odpowiedniego kremu nawilżającego pod oczy. Krem z firmy Bioliq jest przeznaczony dla osób 25+ ale z powodzeniem mogą go stosować też młodsze osoby. 



Krem jest w plastikowej tubce, którą można postawić "na głowie" i krem będzie zawsze wychodził bez problemów. Pojemność tego kremu to 15 ml. Cena ok 10 zł dostępny w aptece. 



Nawilża i regeneruje delikatną skórę wokół oczu. Zmniejsza opuchliznę i cienie. Pielęgnuje i intensywnie nawilża delikatną skórę wokół oczu. Zawarty w kremie wyciąg z orchidei purpurowej (Orchis Mascula) działa kojąco i łagodząco. Krem wspomaga regenerację naskórka oraz skutecznie zmniejsza opuchliznę i cienie pod oczami. Dodatkowo chroni skórę przed niekorzystnym wpływem wolnych rodników, opóźniając powstawanie pierwszych zmarszczek. 



Krem jest bardzo lekki, szybko się wchłania nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Koi podrażnienia, opuchnięcia. Pozostawia skórę pod oczami bardzo miłą w dotyku, jest łagodny i nie wywołał żadnej reakcji alergicznej. Jest to zwykły krem nawilżający, który cudów nie zdziała przy bardziej wymagającej skórze. Cieni nie niweluje, a szkoda. Dla osoby młodej, która nie ma większych problemów ze skórą pod oczami, cieniami czy zbyt cienką skórą będzie idealny. 
Zapach jest niemalże niewyczuwalny, taki delikatny, nieperfumowany. 


Nadal szukam idealnego kremu, ten nie jest zły, ale nie spełnia moich wymagań na 100%. Mogę go polecić osobom, które nie borykają się z większymi problemami i szukają optymalnego nawilżenia skóry bo to robi bardzo fajnie. 



Pozdrawiam

Lena 

                     
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Yves Rocher

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Yves Rocher

Witajcie ;) 

produkt do demakijażu, który gości u mnie od dość dawna ma swoje pięć minut teraz i tu. Dwufazowy płyn do demakijażu makijażu wodoodpornego oczu. 



Buteleczka jest plastikowa, przezroczysta, dzięki temu widać ile produktu nam zostało. Pojemność to 125 ml. Otwór nie jest ani za duży ani za mały, jest taki akurat, nie wylewa się za dużo produktu. 


Płyn dwufazowy, czyli warstwa oleista i wodna. Po zmieszaniu trzeba szybko na wacik wylać inaczej znowu się staną dwie warstwy. Płyn jest bardzo tłusty. Zmywa makijaż, ale nie tak jak tego oczekiwałam. 
Miałam nadzieję, że nie będzie on zmywał tuszu tak, że pozostaną takie kawałki jakby się kruszył. A tu jednak tak się dzieje, rozmazuje cienie czy kreskę. Tusz się kruszy no i ta tłusta warstwa pozostaje pod oczami. Niestety kolejnym minusem jest to, że ten płyn nie nadaje się do wrażliwych oczu. Moje mnie po nim zwyczajnie pieką i są zaczerwienione. Zapach jest okey, tutaj chociaż się nie przyczepię bo jest delikatny. Skuszona pozytywnymi recenzjami kupiłam go w promocji, do przetestowania. Ale jednak się zawiodłam. 



Kupiony na promocji za ok 2,50 euro. Pierwszy i ostatni raz niestety. będę szukać dalej dobrej dwufazy do demakijażu oczu, która nie zrobi mi krzywdy. 

Może znacie jakieś dobre dwufazy? Polećcie coś, jeśli macie sprawdzone :) 

Pozdrawiam
Lena


                     
Suche szampony: Aussie vs. Batiste

Suche szampony: Aussie vs. Batiste

Witajcie:)


dziś mam dla Was porównanie dwóch suchych szamponów - Aussie oraz Batiste. Batiste używam dłużej i jest to moje drugie opakowanie tego wariantu zapachowego czyli fresh. Natomiast na Aussie zdecydowałam się kupić wersję podróżną, aby tylko go przetestować. Co wynikło z tego testu? Zapraszam do czytania dalej. 




Nad opakowaniem nie ma co się rozwodzić. Oba są miłe dla oka, chociaż moją uwagę przykuwa Batiste. Ta grafika na opakowaniu jest po prostu przyjemna i prosta. 



Po zaaplikowaniu na rękę: po lewej Batiste, po prawej Aussie. Batiste od razu wydziela taką substancję w postaci białego nalotu, natomiast Aussie najpierw jest bardzo płynny, trzeba odczekać chwilę aż pojawi się biały nalot, proszek. 


Zapach szamponu z Aussie jest słodki, duszący i nieprzyjemny. Utrzymuje się dość długo co może być męczące dla osób wrażliwych. Mam wrażenie, że ten zapach przypomina mi jakiś lakier do włosów. Natomiast Batiste ma taki świeży, lekko może cytrusowy (?) zapach, który też przez jakiś czas utrzymuje się na włosach, ale nie jest on tak intensywny i duszący jak w przypadku Aussie. Dodatkowo Aussie ma dodawać objętości - czego nie zauważyłam. 



Jeśli chodzi o działanie to Aussie nadaje taką dziwną teksturę włosom, jakby je sklejał, są takie sztywne i nieprzyjemne w dotyku. Odświeża mniej niż Batiste - tutaj wystarczy naprawdę niewiele aby włosy były szybko odświeżone. W przypadku Aussie ciągle czuję ten zapach, a dotykając włosów mam wrażenie, że to pomylone zostało z lakierem do włosów. Proszki nie zostają na włosach długo, wystarczy je wmasować i wyczesać. 




Znawcy składów mogą się odezwać :) Niestety nie znam się na takich składach produktów w sprayu.



Jedno mogę powiedzieć - Batiste jak na razie jest moim nr 1 jak chodzi o suche szampony! 



A może Wy macie swoje ulubione? A może wcale nie używacie tego typu produktów?




Pozdrawiam

Lena
                     
Low Shampoo Yves Rocher

Low Shampoo Yves Rocher

Witajcie :)


pamiętacie mój haul z Yves Rocher jakiś czas temu, który wrzuciłam na yt? Jeśli nie to odsyłam Was tutaj :) Tak więc w tym haulu znalazł się też szampon o nazwie Low Shampoo, o którym dziś chcę Wam trochę opowiedzieć. Jesteście ciekawi co o nim myślę? Zapraszam do czytania!


Produkt znajduje się w miękkim, plastikowym opakowaniu tubie, którą można stawiać na zakrętce. Jest dość szczelny, nie wydostaje się z niego niepotrzebnie szampon ani nie dostaje się do niego woda (jeśli stoi na półce pod prysznicem).  Bardzo przyjemna grafika tego opakowania, prosta i informująca z jakim produktem mamy do czynienia. Pojemność 200 ml. 


Czym jest w zasadzie low shampoo? Jest to kremowy, nie pieniący się szampon, który nie zawiera sls, silikonów czy parabenów. Dodatkowo pozbawiony jest także wszelkich barwników. Szampon, który się nie pieni i do tego jest kremowy? Bardzo ciekawe rozwiązanie, dla osób szukających delikatnego produktu do mycia na co dzień.  


Powyżej skład dla zainteresowanych. Produkt trzeba zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Pisząc prostymi słowami - zawiera głóg z ekologicznych upraw, który ma właściwości ochronne. 



























Szampon faktycznie się nie pieni i za pierwszym razem naniosłam zbyt dużą ilość. Na początku byłam zaintrygowana co z tego wyniknie, jak on ma niby myć skoro taki jest kremowy? Ale wiele z Was stosuje przecież metodę OMO a to działa podobnie. I nie uczula!
Wracając do działania tego szamponu mogę powiedzieć tak: trzeba umyć dwa razy włosy aby były faktycznie oczyszczone. I to wystarczy. Czuć jakie włosy są czyste, nie są tępe ani szorstkie, ale przyjemne w dotyku. Po wysuszeniu (naturalnie lub suszarką) są sypkie, miękkie i świeże. Nie ma żadnego przyklapu, nie obciąża to włosów. Jedynym minusem może być jego wydajność. Tak jak pisałam wcześniej - za pierwszym razem użyłam go za dużo. A co jeśli ktoś będzie tak cały czas używał większej ilości niż standardowego szamponu z sls? Może to oznaczać, że bardzo szybko się skończy. 

Koszt szamponu w cenie regularnej to 14,90 zł. Często jednak firma Yves Rocher ma w swojej ofercie promocje i można wtedy zakupić go nawet połowę taniej. 

Jeśli szukacie delikatnego szamponu, który nie ma w skladzie sls to polecam przetestować ten produkt. A jak miałyście to dajcie znać co myślicie o nim!

Pozdrawiam
Lena


                               
Głęboko nawilżający balsam do ciała Evree

Głęboko nawilżający balsam do ciała Evree

Witajcie :)

lato to nie tylko ciepło, woda i słońce, opalanie i filtry ale też dbanie o skórę po opalaniu i nie tylko. Będąc w Polsce zauważyłam u mojej mamy właśnie ten balsam. Spróbowałam i bardzo mi się spodobał więc sięgnęłam po niego bardzo chętnie. Po miesiącu regularnego stosowania mogę Wam o nim powiedzieć więcej. 

Opakowanie balsamu jest plastikowe, ale solidne. Pojemność to 400 ml. Już na samym początku rzuca się w oczy kolor niebiesko-turkusowy. Zdjęcia nie do końca oddają ten kolor. Na samym opakowaniu widnieje informacja o tym, że produkt jest przeznaczony do skóry bardzo suchej i odwodnionej. Posiada olejek canola, masło shea, urea oraz Hydromanil. Za to nie znajdziemy w nim parabenów, barwników czy olejów mineralnych. 

Z tyłu opakowania są informacje od producenta na temat właściwości tego balsamu i czy ten jest dla nas odpowiedni. Dla mnie jak najbardziej odpowiedni.  

Powyżej skład dla zainteresowanych. Na drugim miejscu urea jest dobrze. Przy gwiazdkach już widzimy, że to surowce pochodzenia roślinnego.

Przejdźmy do samego balsamu.

Zapach jest delikatny, subtelny, przyjemny dla nosa, nie drażni. Pozostaje na skórze przez chwilę i ulatnia się po jakimś czasie.I to mi jak najbardziej odpowiada, ponieważ nie lubię kiedy zapach balsamu jest intensywny jak perfumy. 

Konsystencja balsamu jest średnio gęsta, nie jest zbity, ale też nie jest lejący. Bardzo ładnie się rozprowadza, nie jest tłusty, szybko się wchłania. Wystarczy niewielka ilość produktu, aby nasza skóra poczuła odpowiedni stopień nawilżenia. 

Działanie tegoż balsamu jest bardzo dobre. Moja skóra jest nawilżona, nie swędzi, nie piecze, jest gładka, czuć, że te nawilżenie trzyma się dość długo bo najprostszy test - podrapania po skórze - nie wykazuje białych kresek, co mi bardzo często się niestety zdarza przy przesuszonej lub odwodnionej skórze. Nie uczula, nie podrażnia, nawet stosowałam go na skórze zaraz po depilacji i nie piekło nic więc naprawdę jest w porządku. 

Cena i dostępność: ok 20 zł /400 ml, w Rossmannie/Drogerii Natura.

Jak do tej pory jest to najlepszy balsam do ciała, który miałam okazję testować. Jest bardzo wydajny i na pewno jeszcze na długi czas mi starczy. Nie wiem ile zużyłam, ale niewielką ilość biorąc pod uwagę, że wystarczy naprawdę niewiele aby nasmarować skórę i nawilżyć. 

Miałyście ten balsam? A może macie swoje ulubione? Dajcie znać :) 

Pozdrawiam
Lena


                  
Catrice Nude Illusion - nieskazitelna skóra

Catrice Nude Illusion - nieskazitelna skóra

Witajcie :) 

długo się zabierałam, żeby napisać cokolwiek na temat tego produktu. I uwierzcie mi testowałam go w różnych warunkach i nadal mam do niego mieszanie uczucia. No miłość od pierwszego użycia to nie była, a potem też nie zaiskrzyło.


Opakowanie jest szklane, dość ciężkie ale poręczne. Dzięki temu, że szklane to i przezroczyste, widać ile produktu się zużywa. Nakrętka jest plastikowa, ale niezbyt dobrze dopasowana bo często się wymyka i ześlizguje. Pompką wyciskam odpowiednią ilość produktu. Dobrze chodzi, nie zacina się. 

Pojemność to 30 ml. Koszt to ok 28 zł. Dostępny w szafach Catrice, które przeważnie są w Drogeriach  Natura a w Niemczech w drogerii dm lub Müller.


Sam kolor jest taki neutralny, mój odcień to 010 Nude Ivory. Jest najjaśniejszy z gamy, ale nie należy do jasnych i osoby mające bardzo jasną karnację będą zawiedzione. Kolor jest neutralny, nie ma różowych tonów, bardziej beżowe. Konsystencja jest średnio gęsta, ale też nie lejąca. Krycie ma przyzwoite i mniejsze niedoskonałości czy zaczerwienienia zakryje. Po ok 2 godzinach delikatnie się utlenia i minimalnie ciemnieje. Ale to akurat mnie nie przeszkadza bo latem jest on za jasny jak się opalę więc ciemniejący jest ok. Co do wyglądu - jest w porządku ale tylko przez  dwie, trzy godziny wygląda bardzo dobrze na skórze. Moja cera jest mieszana i w okresie letnim bardzo się przetłuszcza w strefie T. Po tym czasie niestety się zaczyna się delikatnie błyszczeć i trzeba go przypudrować lub potraktować bibułką matującą. To też powoduje ścieranie się delikatne podkładu. Tragedii nie ma, jak na podkład na co dzień. Jednak nie polecam go na lato, może totalnie zawieść, zwłaszcza posiadaczki cer tłustych. No i odwodnionych - może podkreślać suche skórki. 


Dlatego tak bardzo mam mieszane uczucia bo z jednej strony niby jest fajny i na co dzień się nadaje, ładnie wygląda na skórze, ale po ok 3h już się zaczynam błyszczeć, troszkę schodzi. Ale nie jest na pewno na lato. Na jesień, lekką zimę i wiosnę. 



A jakie są Wasze doświadczenia z tym podkładem? Dajcie znać jak miałyście go :)


Pozdrawiam 
Lena


          
Perfecta Creme brulee cukrowy peeling

Perfecta Creme brulee cukrowy peeling

Witajcie :)

peelingi do ciała to jedna z tych rzeczy, które u mnie rzadko się pojawiają na blogu. Jednak są one w mojej łazience obecne i lubię po nie sięgać ostatnio nawet dość często. 

Peeling cukrowy z Perfecty o zapachu creme brulee wpadł w moje ręce dość spontanicznie bo szukałam akurat na prędce jakiegoś fajnego zdzieraka do ciała. 


Opakowanie jest plastikowe, kolorowe i czytelne. Pierwsze co się rzuca w oczy to creme brulee, czyli słodycz. Następnie ujędrniający a na końcu, że jest bez parabenów. No dobrze, sprawdźmy w takim razie co potrafi ten gagatek, który ma pojemność 225 gramów


Konsystencja jest średnia, nie jest ani mocno zbity ani też przelewający się przez ręce (takie też się zdarzały). Kolor ma jasny, z drobinkami cukru, które są od razu wyczuwalne. Wyczuwamy także warstwę oleistą, która utrzymuje się na ciele - ja to lubię, innym wiem, że przeszkadza. 


Liczyłam na mocniejsze zdzieranie, ale to też nie jest złe. Peeling fajnie na początku drapie, ale po chwili rozpuszcza się i zanika jego mocne działanie. Wyczuwalne jest za to wygładzenie. Domyślam się, że to obecna w składzie parafina stoi za tym. Zapach jest słodki, nieco mdły. Na początku podobał mi się i nie przeszkadzał. Jednak jak teraz po niego sięgam przeszkadza. Co z obietnicami producenta o ujędrnianiu? Może delikatnie wpływa na kondycję skóry, ale ja jednak używam zawsze dodatkowo rękawicy do masażu dla wzmocnienia efektu. Nie zauważyłam spektakularnego ujędrnienia. 
Jest całkiem wydajny, kupiłam go już spory czas temu, nie pamiętam dokładnie kiedy, ale jak na stosowanie dwa razy w tyg jest wydajny. Trzeba uważać przy otwieraniu i albo zerwać całkowicie folię/pazłotko ochraniającą albo dość starannie otworzyć i zamykać, gdyż porozrywana ma ostre brzegi. Już kilka razy zdarzyło mi się nią zaciąć. 



Peeling jest dostępny w Drogerii Rossmann czy Natura. Cena to ok 19 zł. Nie sięgnę po niego z prostego względu - lubię testować nowości. 

Miałyście ten produkt? Jak się u Was sprawdził? Czy lubicie w ogóle peelingi cukrowe?

Pozdrawiam
Lena
           
Kawowy żel pod prysznic Yves Rocher

Kawowy żel pod prysznic Yves Rocher

Witajcie :)

z mojego haulu urodzinowego pamiętacie na pewno żele z Yves Rocher. Jeden z nich od razu zawładnął moimi nozdrzami. Tak jest! Kawowy, kremowy i pobudzający.



Opakowania są plastikowe, każdy kremowy żel ma nieprzezroczyste. Czasami są toporne w otwieraniu, ale są dość porządne bo nic mi się jeszcze nie ułamało, nie złamało albo oderwało. Same opakowania są tematyczne i widać od razu jaki zapach ma dany żel. 


Powyżej skład dla zainteresowanych. Sls oczywiście musiał się znaleźć, ale ja nie mam nic przeciwko. 


Jeśli chodzi o otwór, to wydobywa się z niego odpowiednia ilość produktu. Nie za dużo nie za mało. Zamknięcie jest porządne i nie ma prawa nic przeciekać. 


Jest średnio gęsty, trochę lejący jak widać powyżej. Kremowy i bardzo kawowy. Ten zapach jest pobudzający. Kto lubi kawę i jej zapach na pewno będzie zadowolony. Sam żel dobrze się pieni, ładnie myje, nie utrzymuje się jednak długo na skórze. Fajnie myje, nie przesusza skóry, nie uczula. Według mnie jest wydajny. Dla mnie wystarczy naprawdę niewielka ilość aby dobrze się pienił a ja mogę się rozkoszować tym zapachem. 

Miałyście te żele z Yves Rocher? Jeśli tak to jakie są Wasze ulubione? Dajcie znać w komentarzach

Pozdrawiam
Lena
           
Bioderma Sensibio H2O płyn micelarny

Bioderma Sensibio H2O płyn micelarny

Witajcie :)

płyn micelarny z Biodermy trafił do mnie dość późno. Dużo o nim słyszałam i czytałam, ale dopiero jakiś czas temu zdecydowałam się go kupić. Najpierw wersję mini, podróżną, taką o pojemności 50 ml. Aby wypróbować czy warto kupić kolejną, tym razem większą butelkę. Produkt dostaniemy w każdej aptece, gdzie mają produkty Biodermy.


Wybierając małą, niepozorną buteleczkę myślałam, że będzie można ją ewentualnie uzupełnić na wyjazd. Niestety. Jak się okazało nie można odkręcić korka. Szkoda, wielka szkoda. Tylko dlatego, że kupiłam butelkę o pojemności 500 ml. W innym wypadku pewnie nie było by problemu. Ale znalazłam na to inne rozwiązanie. Kupiłam zestaw mini butelek do podróży. I wtedy mogę bez problemu przelać z dużej butelki do mniejszej. 



Skład: WATER (AQUA), PEG-6 CAPRYLIC/CAPRIC GLYCERIDES, CUCUMIS
SATIVUS (CUCUMBER) FRUIT EXTRACT, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE,
FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, PROPYLENE GLYCOL, DISODIUM EDTA, CETRIMONIUM
BROMIDE. 


Oraz kilka słów od producenta: 

Stawiając na innowacje, Laboratoire Dermatologique BIODERMA było pionierem w dziedzinie płynów micelarnych. Płyn micelarny Sensibio H2O usuwa nawet wodoodporny makijaż, dokładnie oczyszczając skórę twarzy i wokół oczu micele estrów kwasów tłuszczowych. Jest doskonale tolerowany. Łagodzi podrażnioną skórę i minimalizuje zaczerwienienie, wyciąg z ogórka. Daje natychmiastowe uczucie świeżości. Nie zawiera alkoholu, środków zapachowych ani fenoksyetanolu, hipoalergiczny.Nie wymaga spłukiwania

WSKAZANIA:
• Codzienna pielęgnacja skóry wrażliwej
• Oczyszczanie skóry twarzy i zmywanie makijażu
• Demakijaż oczu (nawet tusze wodoodporne) (bioderma.com.pl)

Kupiłam, przetestowałam ale szału nie ma. Ok zacznijmy od początku. Jest łagodny, nie podrażnia. Nie uczulił mnie. Dobrze zmywa makijaż, nawet mocny, ale nie wiem czy wodoodporny bo taki rzadko wykonuję, jeśli już to tylko eyeliner czy tusz. Z tym sobie radzi dość dobrze, ale potrzebuje czasu. Nie jest to natychmiastowe rozpuszczenie produktu. Minusem jak dla mnie jest cena i jeśli miałabym porównywać ten produkt, to na pewno do płynu micelarnego z Garniera, który jest dużo tańszy a efekt niemalże ten sam. 

Czasami potrzebuję 4 waciki aby zmyć makijaż, a czasami przemywam tylko na koniec jednym wacikiem całą twarz już umytą żelem. Tak samo rano przemywam, oczyszczam cerę. Nie zauważyłam żadnego wysypu przy nim czy zniwelowania. Nie ściąga, nie wysusza. Używam go od prawie 3 miesięcy regularnie i mam już prawie połowę zużytą. Nie wiem czy wrócę do tego płynu, nie jest zły ale naprawdę cena - 60 zł za 500 ml mnie trochę odpycha. Czasami można dorwać go na promocji 2 za 1 w cenie już od 40 zł. 

Może kiedyś wrócę do niego ponownie, na dzień dzisiejszy wybrałabym Garniera :) 

A Wy co myślicie o tym płynie? Uważacie, że jest najlepszym płynem na rynku czy wolicie tańsze, które są porównywalne jak chodzi o działanie?

Pozdrawiam
Lena            
Brylantowy peeling do twarzy Organic Therapy

Brylantowy peeling do twarzy Organic Therapy

Witajcie :) 

peeling do twarzy to mój pierwszy produkt produkcji rosyjskiej. Kupiłam go już dość dawno, z polecenia przemiłej pani ekspedientki w eko sklepie, gdzie także znajdują się produkty Sylveco. 
Peeling wybierałam na podstawie moich preferencji oraz tego jaką mam skórę. Nie lubię zbyt mocnych zdzieraków a co za tym idzie, czerwonej twarzy. Moja skóra jest wrażliwa i dość szybko reaguje na różne zewnętrzne podrażnienia. Zaraz robi się czerwona i widać wtedy, że mam delikatne naczynka. A to już inna sprawa. 


Produkt zamknięty jest w plastikowej tubce, którą można postawić na głowie. Lubię takie rozwiązania, można wycisnąć go do końca. Design jest miły dla oka, trochę fantazyjny. 


Od razu otrzymujemy informację o tym, że peeling nie zawiera parabenów, glikolu, ftalanów, silikonu i syntetycznych barwników. 






Zapach ma dość przyjemny dla nosa, nie drażni, nie jest mocny. Jest subtelny. Kolor jest lekko wpadający w zieleń. Granulki nie są duże, dla mnie wystarczające. 
Koszt to 18.90 zł, dostępny w sklepach z eko produktami, zielarskich. 

Zdziera całkiem fajnie, ten poziom i ta moc mi odpowiada. Jednak to co obiecuje producent to raczej średnio się przekłada na rzeczywistość. Raczej nie pozbędę się zmarszczek takim produktem ;) Ale krzywdy mi nie zrobił. Skóra po nim jest wygładzona, miła w dotyku, nawilżona bo jednak nie pozostawia on jej suchej, czuć taką lekką warstewkę jak po nałożeniu kremu. 

Czy polecam? Jak najbardziej, jeśli lubicie peeling, który nie jest mocny zdzierakiem, ale jednak fajnie działa. Zawsze warto wypróbować, ale na to co obiecuje producent patrzę z przymrużeniem oka.

Pozdrawiam
Lena 
           
Odżywka z Golden Rose Black Diamond Hardener

Odżywka z Golden Rose Black Diamond Hardener

Witajcie :)

Będąc w marcu w Polsce zakupiłam odżywkę z Golden Rose, która była wychwalana przez Ewę z kanału redlipstickmonster. Postawiłam tym razem na zwykłą odżywkę. Moje paznokcie były w opłakanym stanie po hybrydach. Niestety nie dysponuję zdjęciem z tego okresu, jedynie zdjęcie z pierwszego dnia użycia tej odżywki. 


Cena odżywki to ok 13 zł. Swoją kupiłam na wyspie Golden Rose. Pojemność to 11 ml. Odżywka jest przezroczysta. Zapach typowy jak dla lakieru do paznokci. Bardzo szybko wysycha i można na niej dalej malować kolorowym lakierem.

Słowa producenta: 

Dzięki cząsteczkom czarnego diamentu zapewnia paznokciom większą twardość i wytrzymałość. Zawiera podwójną ilość mikro cząsteczek diamentu oraz składników utwardzających. Tworzy na powierzchni paznokcia twardą i błyszcząca powłokę zapewniając tym samym trwałe wzmocnienie cienkich, słabych i łamliwych paznokci. Zapobiega łamaniu i rozdwajaniu paznokci oraz odpryskiwaniu lakieru już po 4 tygodniach stosowania*
* Wynik używania preparatu przez z 4 tygodnie w testach skuteczności
Pierwszy dzień nałożenia odżywki, tydzień po zdjęciu hybryd - tak jest podobno najlepiej aby paznokcie mogły się trochę same zregenerować bez żadnej chemii. Widać, że były bardzo słabe, przezroczyste, cienkie i łamiące się. Kiedy je dotykałam były bardzo miękkie i mogłam je bez problemu złamać. Cokolwiek bym dalej nie robiła to prowadziło by do gorszego ich stanu. (goldenrose.pl)



 Po 6 tygodniach stosowania tej odżywki mogę śmiało powiedzieć - na moje paznokcie ona działa. Działa fantastycznie. Płytka jest widocznie twardsza, grubsza, nadbudowana, nie łamią się ani nie rozdwajają. Na początku jeszcze się łamały, ale z biegiem czasu widać było poprawę. 

Tutaj są bez żadnego lakieru, zaraz po zmyciu odżywki. Aha i jeszcze jedno: piłowałam je dwa razy bo takiego kopa dostały, że rosły jak szalone :) teraz po zrobieniu zdjęć także pozbyłam się tej długości. Zwyczajnie mi przeszkadzają takie długie. 



Mogę śmiało polecić osobom, które borykają się z łamiącymi się oraz rozdwajającymi paznokciami. Nie gwarantuję, że będzie działać tak jak u mnie - każdy reaguje na takie preparaty inaczej. Ale warto chociażby spróbować. 





Nie wiem czy wrócę do hybryd, okazało się bowiem, że mam alergię na jakiś składnik. Na razie cieszę się, że mogę znów mieć długie, piękne paznokcie i nie bać się, że zaraz się złamią. A wykonuję różne czynności domowe i dalej są w takim samym stanie. Pracuję w rękawiczkach i też się z nimi nic nie dzieje. 

Miałyście tę odżywkę? Jakie są Wasze spostrzeżenia? 

Pozdrawiam
Lena
           
Copyright © 2014 Świat Leny , Blogger