Colourpop | You had me at hello + pojedyncze cienie

Colourpop | You had me at hello + pojedyncze cienie


Witajcie ;) 
Jakiś czas temu zamówiłam sobie na stronie colourpop kilka cieni oraz paletę. Przy wyborze do pewnej kwoty była zniżka 25% więc skorzystałam. Musiałam niestety zapłacić podatek, ale to nie była duża suma więc i tak się opłacało. Wybrałam paletę You had me at hello, kilka cieni pojedynczych oraz supershock. I czy warto czy nie? Czytajcie dalej



Na pierwszy ogień wybrałam trzy cienie z serii supershock czyli praktycznie sam pigment sprasowany. Są to tak miękkie, masełkowate cienie, że aż miło się nakłada je na powiekę. Jednak trzeba z nimi uważać - te z brokatem czy drobinkami mogą się osypywać. Bardzo przyjemna formuła, piękne kolory i piękne krycie cieni na powiece. Odcienie jakie ja wybrałam to od lewej idąc: Wittle, Frog, Issa. 



Paleta była moim drugim wyborem, nie mogłam się zdecydować, którą wybrać. Przejrzałam wiele z palet, swatche, makijaże. No i padło na You had me at hello. Kolorystyka jest tu w ciepłych barwach, brązach głównie. Są cienie matowe i perłowe. To jak się prezentują możecie zobaczyć poniżej. Wiadomo, że na ręce zachwoują się inaczej niż na powiece więc musicie na to brać poprawkę.
Jak z nakładaniem? Nie sprawiają problemu, łatwo się nakładają, łatwo się blendują, nie tworzą plam. Czasem mogą zlewać się w jedno z prostego względu - zbyt podobne kolory. Budowanie ich też jest okey. Chociaż muszę przyznać szczerze - wolę maty niż te perłowe cienie. Jakoś nie do końca mi pasuje ta formuła. Nie jest zła, ale też nie do końca mi odpowiada. 
W ciągu dnia na mojej bardzo tłustej powiece trzymają się bardzo różnie, ale po ok 6-7h zaczynają się rolować na powiece. Także nie do końca przepadam za tą paletą. Ale to moje osobiste wrażenie.





Na koniec pojedyncze cienie, które możemy też kupić w takich zestawach kolorystycznych. I ja właśnie na taki zestaw się zdecydowałam plus dokupiłam jeden albo dwa cienie osobno.
W momencie jak robiłam zdjęcia swatchy nie zauważyłam, że nie zrobiłam swatchy dwum kolorom. Czarny i biały. Musicie mi to wybaczyć:( 


Tych cieni używam bardzo często na co dzień, na szybki makijaż. Są bardzo dobrze napigmentowane. Ale momentami wydają się słabe. Jeśli mają dobrą bazę pod cienie to wyglądają super. Jeśli nie - bledną na powiece. Dobrze łączą się z cieniami innych marek, nie osypują się, dobrze się je nakłada na powiekę i blenduje. Z reguły te cienie u mnie lądują na środek powieki jako taki spotlight, żeby coś błyszczało, działo się na tej powiece. 
Z tych cieni jestem zadowolona tak samo jak z cieni supershock. 
Cena cieni pojedynczych to 5 dolarów. W setach wychodzi taniej. Supershock 3 cienie po 15 dolarów a zwykłych 3 sztuki 12 dolarów. Ale często można znaleźć zniżkę w Internetach i kupić taniej.



The Yin to My Yang Eyeshadow Set swatches
                                                                 (source: colourpop.com)



Przykładowo mogę Wam pokazać jak wyglądają na powiece, niestety zdjęcia makijaży z karty mi się skasowały więc jedynie z telefonu mogę Wam pokazać. 



A czy Wy posiadacie jakieś cienie z Colourpop? Dajcie znać w komentarzach ;) 

Pozdrawiam
Marlena
xo
Peeling, maska i bloker tołpa oczyszczanie

Peeling, maska i bloker tołpa oczyszczanie

Witajcie :)


Na pewno każdy z Was kojarzy markę tołpa. Ich produkty są dostępne w różnych drogeriach stacjonarnie zarówno jak i online. Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o trzech produktach, o których naprawdę głośno się zrobiło w Internetach, głównie za sprawą Meet Beauty, na których blogerki otrzymały owe produkty. I opinie są bardzo różne. Ale żeby nie było - swoje kupiłam sama! Z ciekawości, z racji tego, że były ostatnie na półce to wzięłam wszystkie od razu. A czemu nie! 


Wszystkie produkty są w aluminiowych tubkach. Wygodne, zakręcane. Ładna szata graficzna, przyciąga oko. Tubki są bardzo wygodne do stosowania. 


Zacznijmy od peelingu. Peeling enzymatyczny 3 enzymy. Na stronie jak i opakowaniu jest napisane, że działa jak peeling ale nie zawiera drobinek ani kwasów. W składzie znajdziemy wyciągi, ekstrakty ale także chemię. Co w składzie? Papaina, bromelaina,keratyzyna. Zapach jest dość przyjemny, owocowy. Ale po chwili ten zapach się zmienia i jest trochę nie do określenia. Konsystencja jest dość lejąca się więc nakładam bezpośrednio z tubki na twarz w odpowiedniej ilości. Zaraz po nałożeniu peelingu odczuwam ciepło i pieczenie na skórze. Mimo, że mam wrażliwą i reaktywną skórę nie zaczerwieniła się po tym peelingu czego się obawiałam. Po zmyciu skóra jest matowa, ładnie wygładzona i matowa! I przygotowana na kolejny krok pielęgnacji. 


Kolejny krok to czarna maska detox. Maska jest oczyszczająca. Kolor jest szary  a nie czarny jak nazwa by wskazywała. Jej zadaniem jest oczyszczenie skóry maksymalne, zwężenie porów i zminimalizowanie niedoskonałości skóry. I znowu aplikuję od razu na twarz, konstytencja jest kremowa. Łatwo się rozprowadza po całości. Po zaschnięciu widoczne są wszystkie pory, tak jakby maska wnikała wgłąb i uwydaczniała pory ale jednocześnie je spłycała. Lubię tę maskę, chyba nawet bardziej niż peeling. Zmywa się naprawdę bardzo dobrze, po tej masce skóra wygląda jeszcze lepiej! Co w składzie? Borowina, węgiel, biała glinka 


Na koniec całej pielęgnacji z tołpą nakładam na strefę T nocny bloker, krem/żel ,  który ma za zadanie ograniczyć wydzielanie sebum. O ile obawiam się na policzkach stosować to na strefę T bez problemu. Ma wnikać wgłąb skóry, aby redukować wydzielanie sebum. Co w składzie? Borowina, ekstrakt z kory cynamonowca. fucogel, pantenol, kapsułki masujące. No i faktycznie rano po wstaniu moja skóra się mniej błyszczy i mniej tłusta jest. Jednak nie stosuję go codziennie, dwa trzy razy w tygodniu aby nie podrażnić. 


Podsumowując...Moje relacje z tą marką są bardzo mieszane. Był moment, kiedy ich produkty bardzo silnie mnie uczuliły i od tamtej pory unikałam ich. Z dystansem podeszłam także do w/w produktów. Jednak uratowały moją skórę w momencie kiedy miałam mega wysyp niedoskonałości i skóra wołała o pomoc. Także ukłon w stronę tołpy za te produkty. 


A Wy czy miałyście jakieś z w/w produktów? Czy może macie dość tego szumu ;) Dajcie znać bo jestem ciekawa czy same upolowałyście ten peeling, który ponoć jest non stop wykupowany!?

Pozdrawiam
Marlena
x
Naturalnie z Caudelie

Naturalnie z Caudelie

Witajcie :) 

jakiś czas temu czytałam artykuł, wywiad z założycielką marki Caudelie. Spodobała mi się ich idea tworzenia naturalnych kosmetyków oraz przeznaczania 1% obrotu na ochronę środowiska naturalnego - sadzenia drzewa. Genialna idea. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej tej marce.  Najważniejszym składnikiem wszystkich kosmetyków jest olejek z nasion winogron.  Marka połączyła w sobie dwa czynniki czyli naukę i naturę. Ich produkty nie są testowane na zwierzętach. Nie zawierają parabenów i olejów mineralnych. W aptece niedaleko mojej pracy wypatrzyłam te kosmetyki. Postawiłam na olejek do demakijażu, krem sorbet oraz żel do mycia ciała. 




Żel do mycia ciała o zapachu różanym. Konsystencję ma dość gęstą ale szybko się zaczyna pienić, dobrze się na skórze rozprowadza i myje. Zapach jest delikatny, nienachalny i przyjemny. Nie zostaje długo jednak na skórze. Jako produkt myjący dobrze się sprawdza. Nie uczula, nie wysusza. Jego cena na polskim rynku to ok 40 zł. 


Krem sorbet do twarzy. Nawilżający do skóry suchej/wrażliwej. Konsystencję ma dość ciekawą jak na krem, lekki, szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej warstwy po sobie. Nadaje się pod makijaż. Koi skórę np po opalaniu, maskach. Jest wydajny, nie potrzeba wiele aby rozprowadzić na całą twarz. Cena na polskim rynku to ok 80 zł. Swój kupiłam w promocji więc opłacało się, jednak nie jest tani. Krem jest naprawdę niesamowity, nawadnia skórę błyskawicznie. Koi ją, wszelkie podrażnienia łagodzi i zmniejsza zaczerwienienie. 


Olejek do mycia twarzy. Używam go do demakijażu. Jest genialny! Jeszcze tak dobrego olejku nie miałam okazji używać. Nakładamy na suchą twarz i rozprowadzamy, masujemy i zmywamy. Nie pozostawia tego filmu, który zostawia np olejek z Resibo (który też lubię). Wystarczą 3 pompki na całą twarz. Nie zapycha, nie uczula. Nie lepi się ani nie klei. Zmywa wszystko, wodoodporne kosmetyki, tusz itp. Nie zostawia żadnej warstwy po sobie, a jedynie gładką, oczyszczoną skórę. Rewelacja. Można go łączyć z pianką do mycia dla wzmocnienia efektu. Cena na polskim rynku ok 60 zł. 


Na pewno nie są to moje ostatnie kosmetyki marki Caudelie. Mam ochotę przetestować więcej. Jeśli miałyście coś z w/w kosmetyków dajcie znać! Dajcie znać czy znacie tę markę? I jeśli tak, co polecacie :) 


Pozdrawiam
Lena
x
Ulubieni w kwietniu

Ulubieni w kwietniu

Witajcie!

Maj oznacza podsumowanie poprzedniego miesiąca. Mam bardzo dużo zapasów i nowości, ale zauważyłam, że w większości czasu używam po prostu tych samych sprawdzonych produtków, mimo, że mam też sporo do testowania...Zakupy to rzecz straszna! Zawsze jak coś fajnego, a nie daj Boże na promocji widzę to od razu ląduje w koszyku. Oczywiście bez przesady, ale jednak coś co wydaje mi się, że potrzebuję :)

Ale czas podsumować to co się używało i to z największą przyjemnością w poprzednim miesiącu! 




Zacznijmy od pięlęgnacji. Tutaj nieodzownie towarzyszy mi krem Dermedic Hydrain 3, który zawsze na cieplejsze miesiące sprawdza się idealnie. Jest idealną bazą także pod makijaż. Ładnie się wchłania, jego konstystencja jest lekko żelowa, dlatego jest lekka i miła w nakładaniu. Mój faworyt od kilku opakowań. A do ust pomadka z peelingiem z Sylveco. Idealnie złuszcza naskórek. I nawilża. 

Drugim kremem, który wydaje mi się, że będzie idealny też na lato to krem sorbet z Caudelie. Marka francuska, którą dopiero poznaję. Idea tej marki jest fajna wg mnie. 1% z obrotu przeznaczają na sadzenie drzew na całym świecie i ochronę środowiska. Wracając do kremu - jest lekki, całkiem przyjemnie pachnie, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia żadnej warstwy. Nadaje się pod makijaż. Ma naturalny skład i nie uczula. To dla mnie najważniejsze. Cena tych kosmetyków niestety jest dość zaporowa, ale czasem można zainwestować w coś ;)



Idąc dalej kiedy mamy już krem na twarzy, sięgam po podkład. W kwietniu dość często sięgałam po płynny podklad z Eveline Liquid Control HD. Mój odcień to 15. Nie jest to najjaśniejszy numeracją, ale idealnie pasuje do mojego koloru skóry na twarzy. Ładnie się rozprowadza, wyrównuje koloryt, zakrywa niedoskonałości i przebarwienia. Nadaje skórze nowego, odświeżonego wyglądu. Nie robi maski, chyba, że nałożymy za dużo. Trzyma się na skórze w miarę przyzwoicie. Mam skórę mieszaną więc po ok 5 h strefa T już się przetłuszcza, a to i tak dobry wynik. 



Jak już jesteśmy przy podkładzie to mogę od razu omówić cienie, które znajdują się na foto powyżej. Są to dwa cienie, bez których makijaż w kwietniu dla mnie sie nie odbywał. Cień z Nabla Zoe, który albo dawałam na całą powiekę, albo w kącik wewnętrzny. Mieni się na zielonkawo-żółto-biało. Piękny odcień! Drugi cień to MAC, który jest dla mnie cieniem bazowy. Piękny beż, ładnie wyrównuje koloryt skóry na powiece i daje bazę na dalszy makijaż. 


Jako bronzera w ostatnim czasie używałam raczej do ocieplania skóry pudru brązującego Sienna z Kiko. Piękny odcień, nie za żółty, nie za rudy, idealnie pasujący na wiosnę i lato. Pisałam już o nim na blogu. 


Jako rozświetlacza używałam tego z my secret Moondust, który mieni się na delikatne złoto. Trochę inny odcień ma niż ten pierwszy, który też mam i bardzo lubię. Ten jest jednak trochę cieplejszy i do cieplejszego makijażu pasuje wg mnie dobrze. Nie jest mocno napigmentowany, jednak mnie ten efekt w pełni satysfakcjonuje. 



Do oczu tusz z Eveline w złotym opakowaniu Volumix Fiberlast. Genialny tusz, który robi z rzęsami cuda! Tak bardzo kocham tusze z Eveline, że zawsze jak jestem w Polsce kupuje zapas! I do tego kupuje też nowe aby testować. Ten tuszuje ładnie, rozdziela, nie skleja, jest mega czarny. Długo się trzyma i nie kruszy. Ideał za grosze.


Na sam koniec zostawiłam piękną paletę. Nabla Dreamy - każdy ją widział, zna i może też posiada. Lubię tę paletę za to jak pięknie zestawione są ze sobą kolory i jak łatwo się z nimi pracuje. Idealna jest do makijazy dziennych jak i wieczorowych. No i wygląda przepięknie!


To byli wszyscy moi ulubieńcy w kwietniu. Nie ma tego dużo, większość towarzyszy mi na co dzień. 
A jak z Waszymi ulubieńcami w kwietniu? Dajcie znać w komentarzach :) 

Pozdrawiam
Marlena 



Paleta Nabla Dreamy / makijaż

Paleta Nabla Dreamy / makijaż


Witajcie :) 

dziś chciałam Wam opowiedzieć o pewnej palecie, która skradła moje serce i oczy. Mowa o palecie Nabla Dreamy. Paleta, za którą szaleje mnóstwo osób. Internet pękał w szwach kiedy wyszła i każdy chciał ją mieć. Fakt, że nie była dostępna wszędzie i dostęp do niej był ograniczony powodował, że ludzie się załamywali. A mnie ten szał ominął. Dlaczego więc i tak posiadam tę paletę? 

Powód jest prosty - zbliżał się dzień kobiet a mój mąż pytał czy mam jakieś życzenie. Było jedno - paleta Nabla Dreamy. Marzenie zostało spełnione! Przyszło na dzień kobiet. 

Paleta jest naprawdę cudna. Nie wzdychałam do niej jednak jak niektórzy. Po prostu stwierdziłam, że jeśli się uda to będzie. Po pół roku od ostatniej sprzedaży marka Nabla wprowadziła ponownie tę paletę na rynek. W polskich drogeriach internetowych rozeszła się jak świeże bułeczki! Ale na innych nadal była. Czy polskie sklepy dostają ograniczoną ilość ? A może w Polsce ona bije rekordy popularności? Tego nie wiem..

Paleta jest solidnie zbudowana. Posiada lusterko co na wyjazdach niesamowicie pomaga! Samo opakowanie jest bajeczne, takie gwieździste i kosmiczne. Środek palety wypełniony jest pięknymi kolorami. Wydaje się dobrze przemyślana bo każdy kolor do siebie pasuje i z każdego połączenia można wyczarować naprawdę coś pięknego.


Znajdziemy tu maty zarówno jak i cienie błyszczące i perłowe. Fiolety, brzoskwinie, odcienie ciepłe i chłodne. Ale to co naprawdę zachwyca to blendowanie tych cieni. Ich formuła jest tak masełkowa, że same się blendują. Ty wystarczą nawet dwa cienie, ba jeden! Aby stworzyć dzienny prosty makijaż. 


 Kolory pod każdym kątem wyglądają inaczej, na każdym kolorze skóry wyglądają inaczej i to jest piękne. Pod światłem pięknie się mienią. Można nim wyczarować wiele makijaży dziennych i wieczorowych. Swatchy nie robiłam bo jest ich dużo w Internecie. Musicie mi wybaczyć ;)


I na koniec makijaż tą paletą. Wszędzie widzę te same prawie więc skusiłam się na trochę inny. Ciepły nadal, ale wydaje mi się, żę bardziej wiosenny/letni. Bardzo lubię taką mieszankę kolorów. 




Dajcie znać czy macie tę paletę i co Wy o niej sądzicie :) 

Pozdrawiam
Lena
Copyright © 2014 Świat Leny , Blogger